Uczennica klasy I g- Julia Kowalska zajęła I miejsce w XIV edycji Wojewódzkiego Konkursu Interdyscyplinarnego "Różewicz w oczach młodych Pomorzan.
Inspiracją do stworzenia własnego opowiadania był wiersz Tadeusza Różewicza- "Róża"
Praca konkursowa
Julia Kowalska IG
“Cantedeskia”
Zasadził ojciec nasiono pod marmurowym krzewem.
Przyklepał czarną ziemią. Podobnych było tysiące w ogrodzie, lecz rzewnymi łzami podlał tylko te własne. Słone krople dosięgnęły swym żalem owe ziarno, choć tkwiło ono już głęboko w ziemi.
Bardzo dobrze — uznała.
Te kwiaty kiełkowały wyłącznie podlane słoną wodą. Nie chodziło o zawartość soli - tu potrzebna była gorycz. Żaden deszcz nie mógł jej zastąpić, ale pomagał rozcieńczyć łzy.
Nadmiar emocji.
Jeśli świeżo zasiany zalążek zgnije od bólu, ciężko mu wykiełkować.
To nie był Eden.
Nie rosły tu drzewa, które kusiły owocami.
Może dlatego ludzie odwiedzali ten ogród wyłącznie z obowiązku jesienną porą?
Szkoda… przecież we wiosnę większość kwiatów tak pięknie kwitła…
Ah, no tak.
Córki Ewy oraz synowie Adama byli ślepi. Nie widzieli wzrostu swych plonów i zapominali o nich, gdy owe były ledwie pąkami.
Jeden… dwa… trzy, cztery, pięć.
Czasem więcej lat mijało nim nareszcie mogła ujrzeć kolorowe płatki. Frustracja nie pozwalała kwiatu rosnąć - wylane łzy paliły spróchniały korzeń. Zapomnienie, które następowało po erze smutku, jednak było jeszcze gorsze.
Dlaczego narcyz miałby kwitnąć
skoro nikt nie przybędzie,
aby przypomnieć sobie jego urok?
Czasem pąki mimowolnie otwierały się, nie potrafiąc powstrzymać swej natury. Nawet jeśli to już dojrzały bratek, ona musiała zaczekać. Jako ogrodnik dobrze wiedziała, kiedy należy uciąć każdą z roślin.
Kiedy trzeba rozdzielić ciało i ducha.
O tym jednak decydują żywi.
Wiele wiosen przemija zanim pogodzą się z kruchością swego żywota; ze stratą,
z jaką się spotkali. Nieraz dano jej przekonać się o barwie duszy rozkładających zwłok dopiero po dekadzie… a może dwóch?
Nieśmiertelny tracił poczucie czasu.
Stokrotki zasiano zbyt wcześnie.
Lilie nie zdążyły zasmakować grzechu, a wrzosy starości.
Fiołki do samego końca były wierne.
Margaretki zasłużyły na odpoczynek, a róże…
Róże herbaciane były podziwiane.
Te białe odnalazły pokrewną duszę, a żółte im zazdrościły.
Ta jednak była czerwona.
Stracona w miłości.
— Oddaj mi ją… błagam — prosił mężczyzna Boga.
W tym ogrodzie go nie znajdzie.
To nie Eden.
Warstwa śniegu była tarczą dla korzeni przed łzami parzącymi żywym uczuciem. Bolesne słowa niestety sięgnęły czerwonych płatków. Obserwowała, jak róża dygocze, lecz nie z zimna…
Czyżby frazy pełne frustracji trafiły do podstawy?
Jeden ze szkarłatnych płatków odpadł - potem drugi… trzeci i czwarty…
Suknia winy dziewczęcia rosła, gdy kielich skromniał.
Czyli Róża odeszła w milczeniu?
— Co stracone już nie wróci, mój chłopcze — odpowiedziała na próżno.
Ona słowami nic nie wskóra, a on płaczem.
Łzy nie przykleją płatków z powrotem ani nie ożywią trupa.
Ona go dotknie, on nic nie poczuje.
Oparła dłoń na jego ramieniu.
Nie zrobiła tego, aby dołączył do ukochanej.
Nie, nie… Nazywali ją Śmiercią, lecz nie decydowała o niej.
Ona była tylko ogrodnikiem, co kosą ścinał kwiaty.
Bez tego ogród by zarósł.